Niechęć do szczepień

Naukowcy i osoby związane z medycyną (no, może nie wszystkie, ale te bardziej racjonalne) są zgodni, że szczepienia odgrywają niezmiernie ważną rolę w walce z pandemią, a przyjmowanie szczepień jest istotnym czynnikiem warunkującym spadek śmiertelności i ciężkich powikłań po COVID-19, a także redukcję rozprzestrzeniania się infekcji.

Obecnie szczepienia w Polsce wkroczyły w okres stagnacji, coraz mniej osób z grup ryzyka zgłasza się na szczepienia. Ważnym sposobem na zwiększenie odsetka zaszczepionych osób jest właściwa odpowiedź na wątpliwości osób nie poddających się szczepieniom. Aby jednak taką podać należałoby zrozumieć powody, jakimi kierują się te osoby. Konieczne są w tym zakresie pogłębione naukowe analizy, które dadzą podstawy do celowanych działań edukacyjnych i organizacyjnych.

Ludzie zwykle oczekują prostych, przejrzystych i stabilnych zasad, a najlepiej reagują gdy czują, że otrzymują wiarygodne, aktualne informacje oraz gdy widzą, że ich wątpliwości i obawy nie są ignorowane. Niestety wygląda na to, że zarówno w świecie naukowym, jak i wśród polityków, a także lekarzy każda nawet najmniejsza próba dyskusji na temat skuteczności szczepień spotyka się z wielkim oporem. Nie ma w obiegu publicznym rzetelnych informacji dla pacjentów o skuteczności i bezpieczeństwie szczepień, wpływie nowych wariantów na przebieg pandemii i odporność poinfekcyjną i poszczepienną.

Są to poważne, życiowe pytania, na które odpowiedź chciałoby poznać bardzo wiele osób.

Ignorowanie zjawisk oczywistych jak choćby słabsza odpowiedź poszczepienna w przypadku osób z zaburzoną odpornością, jak również wobec nowych wariantów nie jest korzystną metodą komunikacji z pacjentem. Pomijanie faktów dotyczących różnic pomiędzy skutecznością poszczególnych preparatów także nie wpływa pozytywnie na zaufanie do programu szczepień.

Jeśli wyniki badań dotyczących jednego preparatu (celowo nie wymienię nazwy) mówią, że odporność nabywa się po 14 lub nawet 21 dniach od drugiej dawki to twierdzenie polityków i ich doradców, że taką odporność nabywa się po 7 dniach, jest najzwyczajniej nieprawdziwe i wzbudza jedynie opór, bo nie dość, że mija się z dowodami naukowymi to jeszcze nie ma wytłumaczenia w samym procesie nabywania odporności. To samo dotyczy np. kwarantanny, z której zwolnienie uzyskuje się w momencie podania jedynej (J&J) albo II dawki szczepionki, mimo że odporność rozwija się odpowiednio po 21 i 14 dniach,

Program szczepień traci zaufanie społeczne, jeśli osoby go promujące wygłaszają nieprawdziwe opinie dotyczące konkretnych preparatów. Jako przykład podam opinię, że „szczepienia doskonale radzą sobie z wariantami”, „zaszczepieni nie przenoszą wirusa”, „szczepienia nie powodują efektów niepożądanych”. Często trywializuje się doświadczenie pacjentów próbując ośmieszyć i pomniejszyć negatywne efekty po szczepieniu.

Szczepienia to wspaniała broń, niezmiernie ważna, ale nie jest to produkt działający w magiczny sposób. Aby zadziałały musimy podjąć wspólny wysiłek by powstrzymać transmisję wirusa. Nie możemy dopuszczać do zarażania osób zaszczepionych, bo może to prowadzić do niebezpiecznych mutacji ale też należy uważać by osoby zaszczepione nie przenosiły takiego zmutowanego wirusa dalej. Szczepienia jako jedyna interwencja nie opanują pandemii, konieczne są również inne działania obejmujące testowanie, w tym poszukiwanie nowych wariantów, wczesne i skuteczne leczenie wykrytych przypadków, skuteczną izolację i kwarantannę, ochronę granic oraz dochodzenia epidemiologiczne.

Prowadząc skuteczną, przejrzystą kampanię edukacyjną promującą szczepienia, chronimy nie tylko samą ideę szczepień ale przede wszystkim zdrowie publiczne. Wirus nie zniknie w magiczny sposób z naszej rzeczywistości, a ignorując go niczego nie zyskamy poza jeszcze większymi problemami.

Już teraz mamy warianty uciekające w większym lub mniejszym stopniu odporności poszczepiennej czy poinfekcyjnej. Przemilczanie tego faktu nie jest dobrym wyjściem. Szerząc fałszywie optymistyczne informacje o skuteczności szczepień przy tak niskich odsetkach zaszczepionych osób, nie zyskujemy nic poza coraz większym zobojętnieniem ludzi. Utrwalając błędne opinie o możliwości natychmiastowego powrotu do normalności stwarzamy wirusowi warunki do tworzenia coraz większej liczby potencjalnie groźnych mutacji.

Brak tak potrzebnej szczerości i obiektywizmu w wypowiedziach publicznych na temat szczepionek już spowodował znaczną utratę zaufania do idei szczepień, szczepień jako takich, jak i osób realizujących szczepienia. Twierdzenie, że problemy dotyczące bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek wektorowych są nieistotne, sporadyczne, spowodowały kryzys zaufania do tych szczepionek, jak i dla całego programu szczepień w bardzo wielu krajach.

To nie jest właściwe podejście do pacjenta. Jeśli oczekujemy współpracy i zaufania – musimy być wiarygodni. Wyedukowani pacjenci mogą podejmować właściwe i świadome decyzje. Szerzenie niepełnych informacji i dawanie fałszywej nadziei jest prostą drogą do porażki. Bagatelizując powagę sytuacji oraz podając nieprawdziwe informacje dotyczące pandemii można na krótką chwilę poprawić wizerunek, ale z pewnością nie spowoduje to wzrostu zaufania do programu szczepień ani nie pomoże zbudować społecznego poczucia odpowiedzialności za walkę z pandemią, a w efekcie nie ułatwi opanowania pandemii.