Jak 100 lat temu zmęczeni pandemią grypy ludzie odrzucili środki prewencji i zapłacili za to bardzo wysoką cenę

February 16, 2022 Off By maja

Ludzie mają już dość pandemii.

Zmęczeni sytuacją, ciągłym straszeniem, maskami, prewencją, odrzucają wszystkie zasady wprowadzane przez rządy. Urzędnicy wprowadzają masę restrykcji, zakazów zgromadzeń, nakazy zamknięć biznesów, nakazy noszenia masek, wszystko celem powstrzymania fali przypadków i zgonów.
Początkowo społeczeństwa współpracują, lecz z biegiem dni, tygodni, miesięcy, zmęczenie daje się we znaki. Ograniczenia stają się coraz trudniejsze do zniesienia.
Właściciele teatrów i sal tanecznych skarżą się na ogromne straty. Duchowni ubolewają nad zamkniętymi kościołami, podczas gdy niektóre zakłady pracy mogą zostać otwarte. Urzędnicy spierają się, gdzie dzieci będą bardziej bezpieczne: w szkołach czy może jednak w domach.

Wielu obywateli odmawia noszenia masek. Jedni twierdzą, że są one niewygodne, a inni głoszą, że jest to niezgodne z prawem, bo nikt nie ma prawa do naruszania ich swobód obywatelskich.

Brzmi znajomo? Ale to rok 1918.


W roku 2021, po niemal 2 latach pandemii, ludzie chcą wiedzieć, kiedy życie wróci do tego, jakie było przed koronawirusem. Historia oczywiście nie jest wiernym odzwierciedleniem tego, co nas spotka, ale wiele możemy się z niej nauczyć. Sposób, w jaki Amerykanie wyszli z pandemii w 1918 roku, bardzo przypomina to, co dzieje się aktualnie i wiele wskazuje na to, że i tym razem życie po pandemii może tak wyglądać.

Chorzy i zmęczeni, gotowi na koniec pandemii. W 1918 roku grypa uderzyła mocno i szybko, przechodząc od garstki zgłoszonych przypadków w kilku miastach do pandemii w ciągu kilku tygodni. Wiele krajów wydało kilka serii różnych nakazów, próbując zatrzymać rozwój choroby oraz kolejne fale zgonów. Rozporządzenia spowolniły zachorowania i zgony, jednak podobnie jak dziś, te okazały się trudne do utrzymania. Parę razy zdawało się, że to już koniec pandemii, bo zachorowania spadały niemal do zera, a ludzie natychmiast domagali się powrotu do normalnego życia.

Przedsiębiorstwa naciskały na urzędników, aby natychmiast pozwolono im ponownie otworzyć działalność. Wiele rządów, w tym amerykański, podczas jesieni w 1918 roku uwierzyły, że to już koniec pandemii. Zaczęto więc odwoływać zarządzenia dotyczące zdrowia publicznego. Kraje skierowały swe wysiłki na walkę ze zniszczeniami, jakie poczyniła grypa.
Dla bardzo wielu ludzi był to okres smutku i żałoby po stracie najbliższych, a wiele osób wymagało opieki i wsparcia podczas rekonwalescencji.

Biorąc przykład z polityków i pragnąc natychmiastowego powrotu do normalności, wypełnili sale kinowe i taneczne, tłoczyli się w sklepach i marketach, spotykali się z rodziną i przyjaciółmi.

Politycy ostrzegali, że przypadki zachorowań będą się jeszcze zdarzały przez wiele miesięcy, jednak ciężar zdrowia publicznego spoczywał teraz nie na polityce, ale raczej na indywidualnej odpowiedzialności.

Pandemia, co było łatwe do przewidzenia, rozwijała się dalej, przechodząc w trzecią, śmiertelną falę, która trwała do wiosny 1919 roku. Czwarta fala uderzyła zimą 1920.
Politycy winą za powrót pandemii obarczyli ludzi.

Niektórzy bagatelizowali nowe przypadki lub zwracali uwagę na pomniejsze, rutynowe sprawy, dotyczące zdrowia publicznego, w tym inne choroby, inspekcje restauracji albo warunki sanitarne panujące w regionach wysokiej zachorowalności i śmiertelności.

Pandemię zepchnięto z pierwszych stron gazet, a ludzie przywykli do żniw, jakie zebrała grypa, jak i do śmierci, które miały dopiero nadejść.

Ludzie w większości nie chcieli wracać do społecznie i ekonomicznie destrukcyjnych środków prewencji, a tym samym ochrony zdrowia publicznego.

Naszym poprzednikom można wybaczyć, że nie wytrwali dłużej.

Po pierwsze – świat świętował niedawne zakończenie I wojny światowej, wydarzenie, które być może miało większe znaczenie w życiu ludzi niż nawet pandemia.

Po drugie – śmierć z powodu choroby była znacznie większą częścią życia na początku XX wieku, a plagi, takie jak błonica, odra, gruźlica, dur brzuszny, krztusiec, szkarlatyna i zapalenie płuc zabijały dziesiątki tysięcy ludzi każdego roku. Co więcej, ani przyczyny, ani epidemiologia grypy nie były dobrze poznane, a wielu ekspertów nie było przekonanych, że środki dystansu społecznego miały jakikolwiek wymierny wpływ.

Wreszcie, nie istniały skuteczne szczepionki przeciwko grypie, które mogłyby uratować świat przed spustoszeniem spowodowanym przez tę chorobę. W rzeczywistości wirus grypy nie został odkryty przez kolejne 15 lat, a bezpieczna i skuteczna szczepionka nie była dostępna dla ogółu społeczeństwa aż do 1945 roku.

Biorąc pod uwagę ograniczone informacje i narzędzia, jakimi dysponowano, prawdopodobnie znoszono restrykcje dotyczące zdrowia publicznego tak długo, jak było to możliwe.

Sto lat później, w dwa lata po rozpoczęciu pandemii COVID-19, zrozumiałe jest, że ludzie chcieliby powrotu do dawnego życia.

Koniec tej pandemii nieuchronnie nadejdzie, tak jak to miało miejsce z każdą poprzednią, której doświadczyła ludzkość.

Jeśli mamy się czegoś nauczyć z historii pandemii grypy w 1918 roku, jak również z naszych dotychczasowych doświadczeń z COVID-19, to tego, że przedwczesny powrót do życia sprzed pandemii grozi większą liczbą zachorowań i zgonów.

Dziś mamy znaczną przewagę nad ludźmi sprzed wieku. Lepiej rozumiemy wirusologię i epidemiologię. Wiemy, że dystans społeczny i maski pomagają ratować życie. A co najważniejsze – dysponujemy skutecznymi szczepionkami.

Trzymanie się tych wszystkich środków prewencji może oznaczać różnicę między nową falą zachorowań, a szybszym zakończeniem pandemii. COVID-19 jest znacznie bardziej zakaźny niż grypa, a kilka niepokojących wariantów SARS-CoV-2 już rozprzestrzenia się na całym świecie.

Śmiertelna trzecia fala grypy w 1919 roku pokazuje, co może się stać, gdy ludzie przedwcześnie rozluźnią czujność.