Czy wirusy zawsze mutują do mniej zjadliwych, żeby łatwiej replikować?

January 13, 2022 Off By maja

“Wirusy zawsze mutują do mniej zjadliwych żeby łatwiej replikować”?

Ten zabawny pomysł przewija się od wielu miesięcy, a ja zawsze pytam o przykład.
i nic.
I nic dziwnego, że nic. bo wirusy tak nie robią.

To silne przekonanie zaczęło się bowiem od króliczków, albo nie, w sumie, od Darwina. I krów.

Darwin w 1859 opublikował te swoje takie różne o doborze naturalnym i dążeniu do przeżycia, które powoduje utrwalanie ułatwiających to przeżycie i rozmnożenie się cech.

Maksymalnie skracając temat – na tym bazował niejaki Smith.

Smith zaobserwował, że bydło co prawda choruje jak kleszczy nałapie, ale jak potem łapie znów i znów, to choruje coraz łagodniej.

Będąc bakteriologiem w epoce immunologii łupanej i mając teorię Darwina, Smith wymyślił “prawo malejącej zjadliwości”.

Tę teorię świetnie znacie: mówi ona, że patogeny i ich gospodarze z czasem wypracowują sobie kompromis, w którym patogen się spokojnie namnaża, a gospodarzowi coraz mniej przeszkadza.



Teoria teorią, ale trzeba by ją udowodnić.
I tu wkicują króliczki. Z właściwym sobie intuicyjnym niszczycielstwem, rzeczone króliczki Europejczycy przywieźli do Australii. a króliki jak to króliki… no, dużo się ich zrobiło. i zaczęły stanowić problem, bo jako europejskie króliki też dewastowały – lokalną przyrodę.

Coś trzeba było zrobić.

“coś” jak postanowiono było zarażeniem królików w Australii myksomatozą = bardzo zaraźliwa, bardzo śmiertelna – bardzo specyficzna dla królików.


Były to lata ’50, no ale okazja jest okazja. Niejaki Fenner, wirusolog, postanowił zobaczyć jak to z tym dostosowaniem będzie. I zobaczył i udokumentował: otóż w ciągu kilku lat śmiertelność króliczków spadła z niemal 100% do 90%.

Tadam. szampan. Udowodnione.

Wirusy łagodnieją.

Tylko, że nie, bo cały śliczny plan zepsuł matematyk. Konkretnie Robert May, który postanowił cholera wie czemu zastosować modelowanie matematyczne w epidemiologii. Dobrał sobie ekologa i epidemiologa, no i nagrzebali.

Wyszło im bowiem, że zjadliwy patogen może mieć się świetnie i nie musi łagodnieć oraz, że jego przetrwanie jest zależne od wielu czynników: dostępnych gospodarzy do namnażania, ich podatności na infekcję, ale też czasu, przez jaki są żywi, zdrowi i mogą go przekazywać dalej.

Wyszła parszywa rzecz: wirus może być i zakaźny, i zjadliwy. jednocześnie, jeżeli ma dużo dostępnych gospodarzy podatnych na infekowanie, a oni chętnie się dają infekować – spokojnie może ich sobie zabijać. Byle nie tak od razu, bo muszą zdążyć zarazić innych. Potem wszystko jedno.



A więc: mamy takiego Kolczastego [SARS-CoV2], łapie się go łatwo, zaraża się coraz szybciej po złapaniu i coraz skuteczniej oraz zanim się ma jakieś objawy, że może się zarażać.


Ma też całą planetę, 8 mld ludzi, plus parę innych gatunków. i kombinuje więcej. Kolczasty specjalnie śmietelny nie jest, bo nie zrobiłby takiej udanej pandemii, no ale to było potrzebne na starcie. Teraz jak wyżej – planeta, 8 mld ludzi, inne gatunki.

Potencjalnie, może mieć absolutnie w poważaniu nawet jak ubije kilkanaście % zarażonych. [Tak więc to, że tego nie robi, jest co prawda bardzo miłe z jego strony. ale zakładanie, że nie zacznie, a tym bardziej, że przestanie – jest najzwyczajniej bezpodstawne.

Nie ma “wszystkich łagodniejących wirusów”.
właściwie, nie ma żadnego.

PS. króliki przegrały. Śmiertelny wirus, który zrobił się nieco mniej śmiertelny, rozwinął umiejętność unikania odporności króliczków. Obecnie różne króliczki ewoluują odporność, różne warianty rozwijają ucieczkę.

Potraktowałabym to jako ostrzeżenie.

@kiraherself